Blog Keiry

Przemyślenia warszawskie 1 2011-06-01 22:36:23

Już dawno miałam napisać tę notkę, ale nie miałam weny.

Jakiś czas temu w Warszawie gościł prezydent USA, Barack Obama. Z tego powodu przez dwa dni w stolicy było dużo zamieszania, jak to zwykle przy takich okazjach bywa. Zaskoczyła mnie zupełnie postawa znajomych i mniej znajomych Warszawiaków...
Otóż wszyscy narzekali, robili sceny, jęki kwęki i dramaty, jak to tragicznie jeździ się po Warszawie przez te straszliwe dwa dni. Jaki to potworny problem, że jakiś autobus ma objazd i jedzie pół godziny dłużej! Że na dwie straszliwe godziny zamknięto jakąś ulicę. I że - o zgrozo - przez kilka godzin nad miastem latały helikoptery, robiąc przerażający hałas! Co robić jak żyć? O Bogowie, niech ten koszmar się już skończy, ach, dlaczego my, dlaczego nasze nieszczęsne miasto? ;)


A tak poważnie. Jestem zachwycona Warszawą i tym jak doskonale w takich sytuacjach miasto to radzi sobie z organizacją. Autobusy JEŻDŻĄ. Może i z objazdami, ale idąc na przystanek człowiek wie, że autobus przyjedzie i pojedzie mniej więcej tam gdzie powinien.
W internecie działa stale aktualizowana strona z informacjami gdzie i jaka ulica jest zamknięta, czy zrobił się korek, kiedy może być otwarta.

W dzień wizyty Obamy miałam ważną sprawę do załatwienia w odległej części miasta. Już kilka dni wcześniej mogłam w internecie sprawdzić jak tego dnia będą tam jechały autobusy, jakimi objazdami, w jakich godzinach. Spałam więc spokojnie wiedząc jak mam zaplanować wyprawę.

Jak już nieraz pisałam, w Krakowie mieszkam przy ulicy łączącej miasto z lotniskiem. Zawsze więc ponoszę konsekwencje wizyty jakiejś szychy w moim pięknym mieście. Odwiedziny policjantów, zamykanie ulicy, zakaz wychodzenia z domu często takim wizytom towarzyszą.
Nie zapomnę stresu, jaki przeżyłam gdy koło mojego domu miał przejeżdżać George W. Bush. Wybierałam się właśnie na egzamin FCE kiedy policjant stojący przed furtką powiedział, że mnie nie wypuści. Czekałam w mękach aż Bush przejedzie, trwało to całą wieczność, ale na egzamin zdążyłam. Oczywiście biegłam na niego przez pół miasta, bo ruch tramwajów był wstrzymany :)


Do czego zmierzam - środki bezpieczeństwa są konieczne przy wizytach VIPów w miastach takich jak Kraków czy Warszawa. Także dla bezpieczeństwa mieszkańców. Nie wiem po co robić z tego dramat osobisty, zamiast cieszyć się że mieszka się w stolicy, której urok między innymi na tym polega, że zjawiają się tu ważne persony. Chciałabym żeby w Krakowie podczas tego typu wydarzeń komunikacja była tak sprawna jak w Warszawie, niestety chyba ze względu na plan miasta nie jest to możliwe. Ale Warszawiacy chyba już tak są zaprogramowani, by na zarządzanie swoim miastem zawsze narzekać :)
Rzekłam.


A ja ponarzekam na serwis blog.pl - co to ma być, zdjęć się nie da dodać, jak już się uda to później znikają, edytor beznadziejny, jakieś reklamy na górze, wszystko jakieś nieprzyjazne!
Rzekłam.




skomentuj (1)

. 2011-05-06 23:50:34

Witam po krótkiej przerwie :)

Tak sobie czytam i czytam stare notki na tym blogu i choć widzę jak bardzo się zmieniłam, to jednak nie czuję tego zażenowania jakie odczuwa się często przy czytaniu starych pamiętników... Nic nie zamierzam kasować, niczego się wypierać.

Nie zdawałam sobie sprawy jak niezwykłego mam kota. Giuseppe został sam na kilka dni w mieszkaniu. Dostał na ten czas dwie identyczne miski identycznej suchej karmy. Po powrocie zauważyłam, że wyjadł do czysta jedną miskę i dopiero zaczął jeść z drugiej. Mało tego. Zostawiłam mu też dwie kuwety. Gdy zaczęłam sprzątać pierwszą zobaczyłam w niej same kupki, żadnego siusiu. Już z przerażeniem wyobraziłam sobie, że pod moją nieobecność Giuseppe sikał w jakieś przez siebie wybrane miejsce, np. na fotel albo do skrzyni z drewnem. Tymczasem w drugiej kuwecie odkryłam same siusiu, żadnej kupki. Pedanteria? Nerwica natręctw? Niezwykły ten mój Giuseppe i na pewno nie jest zachwycony postępowaniem Tytusa, który załatwia się do tej kuwety do której ma akurat bliżej i je z dowolnej miski.

Na szczęście wystarczy że pancia włączy kaloryferek i od razu panuje zgoda:



Gdzie byłam gdy Giuseppe został sam? Z Tytusem pojechałam do Kazimierza Dolnego. Ciekawe miasteczko, pełne galerii. Nawet kupiłam jeden obraz. Zwiedzając wstąpiłam do kościoła farnego, a tam oczom mym ukazał się przepiękny żyrandol z ogromną głową jelenia, ze wspaniałym porożem. Chcę taki w domu.







I jeszcze jedno zdjęcie - rozpadające się rybackie łódki nad Wisłą:




skomentuj (4)

Powrót do bloga 2010-06-27 21:04:46

Jedynie nowy, piękny, flaficki lecz epicki szablon jest w stanie znów wzbudzić we mnie wenę do pisania. Trwają poszukiwania inspiracji.

skomentuj (0)

2009-12-13 16:58:13

Wymyśliłam rewelacyjny sposób na biznes - jeżeli ktoś go ode mnie ściągnie do dorwę drania na końcu świata i spuszczę łomot.
Otóż, zakładam stronę internetową, na której za jedyne 1 zł - płatne dla ułatwienia smsem - będzie można obstawić liczby w LOTTO. Jeden zakład LOTTO w kolekturze kosztuje aż 3 zł, u mnie jedynie złotówkę! Ja zaś ze swojej strony gwarantuję, że jeżeli czyjeś liczby wygrają, wyślę tej osobie kupon żeby mogła sobie odebrać nagrodę. Genialne, prawda?
I jeszcze raz ostrzegam - to jest MÓJ pomysł i jeśli ktoś nie miał na tyle geniuszu by sam na niego wpaść, to oznacza że nie jest godzien zarobić tych milionów, które na mnie czekają. Tak już jest, nie wszystkim Natura po równo dała i trzeba się z tym pogodzić.


skomentuj (5)

. 2009-10-05 20:59:19

Pierwszy raz przeczytałam "Białą Boginię" kilka lat temu, po roku oczekiwania na nią w Bibliotece Jagiellońskiej. A potem usiłowałam kupić, ale że była może nie białym, ale na pewno lekko posiwiałym krukiem to osiągała spore ceny i zawsze miałam inne wydatki. A wczoraj kupiłam to nowe wydanie, za śmieszną sumę, na allegro.
No i dziś spotkałam się z miłą panią, by odebrać od niej książkę osobiście. Powiedziałam, że jestem zaskoczona taką okazyjną ceną. A ona na to, że kupiła tę książkę niedawno w księgarni za 80 zł, ale nie mogła przebrnąć, więc postanowiła "puścić w świat... Nie ma co książek w domu dusić, niech idą w świat, do ludzi".
I zrobiło mi się trochę głupio, bo ja książki w domu kiszę, duszę, upycham na półkach choć już ledwie wytrzymują, układam tematycznie, kolorystycznie i napawam się widokiem, wącham, macam, podpisuję się na pierwszej stronie długopisem, by NA ZAWSZE były MOJE!
Chore jest też to, że istnieje dla mnie fetysz okładki, wydania. Pewnie gdybym miała możliwość kupienia starego wydania "Białej Bogini", które było bardziej klimatyczne, kupiłabym, a to sprzedała (albo i nie?). Zamierzam też kiedyś kupić te wszystkie książki które mam w formie elektronicznej lub wydrukowane z komputera. Co z tego że już znam ich treść, skoro nie mogę patrzeć na ich grzbiety na półce?
Zdecydowanie zdrowe podejście to to nie jest.

skomentuj (10)

. 2009-07-05 17:08:19

Akurat wczoraj skończyłam czytać "Amerykańskich bogów" :D

skomentuj (4)

Książki 2009-05-31 20:51:54

Warto zaglądać na Allegro w poszukiwaniu czarowniczych anglojęzycznych książek, teoretycznie niedostępnych w Polsce. Kiedyś za 20 zł kupiłam Valiente, a dziś mą ofiarą padli Grimassi, Patricia Crowther oraz Dion Fortune :)

Taaaa i niedługo je przeczytam... Jeszcze miesiąc, dać z siebie wszystko przez ten miesiąc...

skomentuj (1)